Przejdź do głównej zawartości

Ready Player One - wrażenia po pierwszym trailerze

źródło: ew.com

Tegoroczny Comic-Con w San Diego dobiegł już końca. Jak co roku, także i tym razem, uraczono nas przeróżnymi doniesieniami z planów filmowych, kolorowymi plakatami oraz ekscytującymi zwiastunami. Wśród tych ostatnich znalazł się trailer filmu Stevena Spielberga Ready Player One, czyli adaptacji, dla wielu już chyba kultowej, powieści Ernesta Cline'a. Będąc fanką pierwowzoru, po obejrzeniu trailera postanowiłam troszkę szerzej podzielić się moją opinią co do książki, a także oczekiwaniami i obawami względem wersji filmowej, na którą z niecierpliwością czekam.

O czym w ogóle jest Ready Player One? Pokrótce i bezspoilerowo: akcja dzieje się w przyszłości, w latach 40. XXI wieku. Świat jest przeludniony i zrujnowany przez panujący kryzys energetyczny. Jedyną ucieczką od gorzkiej, prawdziwej rzeczywistości jest ta wirtualna, czyli OASIS. Tam możesz być kimkolwiek zechcesz; pracować, bawić się czy uczyć. Głównym bohaterem jest młody Wade Watts, który tak jak inni pasjonaci, poszukuje ukrytego w OASIS, przez jej nieżyjącego już twórcę Jamesa Donovana Hallidaya, Easter egga. Stawką jest kontrola nad OASIS i fortuna jej twórcy, a do rozszyfrowania wskazówek niezbędna jest znajomość popkultury lat 80., którą ukochał sobie Halliday.

Ready Player One czyta się wyśmienicie. To świetna powieść rozrywkowa, stanowiąca mariaż gatunków young adult i science fiction. Złapie ona za serce absolutnie każdego geeka i miłośnika lat 80. Odniesień do gier, filmów czy muzyki z tego okresu nie sposób jest nawet zliczyć, a miłość do popkultury, wprost wylewa się z kart powieści.

źródło: giphy.com

Ready Player One bywa czasem krytykowane za warstwę fabularną, dosyć stereotypowy portret kultury geekowskiej i nadmierne epatowanie nostalgią. Nie będę ukrywać, że choć właściwie zgadzam się z tymi zastrzeżeniami, to Ready Player One bardzo sobie cenię, a Ernestowi Cline'owi pozostaję wdzięczna, za obudzenie we mnie geeka. Od dawna bowiem nie zdarzyło mi się tak mocno w coś wkręcić. Filmy i muzykę z lat 80. wprost kocham, a tu od pierwszej do ostatniej strony, mogłam czerpać szaloną satysfakcję z wyłapywania różnych smaczków czy odniesień. A te, moim zdaniem, odnaleźć można już w samej formie, bo książka jest trochę skonstruowana w sposób charakterystyczny dla dzieł popkultury ze wspomnianej dekady. Przy czym, rozumiem też, że dla wielu właśnie ten aspekt może być problematyczny.


Przejdźmy jednak do sedna. W związku z tym, że z Ready Player One zapoznałam się niedawno, to książkę czytałam już ze świadomością powstającej ekranizacji. Tym bardziej, nie mogłam doczekać się pierwszego zwiastuna. Jakie mam więc wrażenia?

Cóż, przede wszystkim - zmiany. Już po tym trailerze widać, jak wielu zmian dokonano w stosunku do książki. Począwszy od drobnych elementów jak miejsce zamieszkania Wade'a * (pod gwiazdkami kryją się szczegóły z książki, a że nie chcę spoilować, to zainteresowanych zapraszam na koniec wpisu), poprzez sam wygląd bohatera, aż do głównej części trailera, czyli sekwencji wyścigu, którego w powieści po prostu nie ma **. Nie wdając się w szczegóły, różni się też np. wygląd Sixers (avatarów ze złej korporacji IOI, która również chce zdobyć Easter egg), a także rola postaci Stalowego giganta***.

Jak najbardziej zgadzam się na zmiany. Powiem więcej, w Ready Player One są elementy, które aby zrobić jak najlepszy film, przekształcić po prostu trzeba. Absolutnie nie czepiam się też wyglądu postaci. Obawiam się tylko o to, czy przy tym wszystkim, twórcom uda się zachować ducha powieści. Nie dość, że póki co, ten trailer kładzie nacisk na akcję, której w książce nie ma znowu aż tak dużo, to np. przeglądając listę aktorów na IMDb dostrzec można także nową postać F'Nale Zandor (Hannah John-Kamen), napisaną do filmu, a nieobecną w książce. Z drugiej strony, chociaż sam autor książki, który współtworzył również scenariusz, w trakcie panelu na, wspomnianym już, tegorocznym Comic-Conie w San Diego  powiedział o zmianach względem książki, to dodał, iż wszystko będzie jednak w duchu powieści. Chyba trzeba mu zaufać.

Skoro już o twórcach mowa, to muszę koniecznie odnieść się również do samego reżysera. Pamiętając ostatnie filmy Spielberga, mam co do niego mieszanie uczucia i uważam, że Ready Player One może i wydawałoby się projektem dla niego idealnym, ale lata temu. Przyznaję, że moim marzeniem był Edgar Wright na stołku reżysera (Scott Pilgrim vs. the World, anyone?), lecz nie pozostaje mi nic innego, jak po cichu liczyć na to, że Spielbergowi uda się zrobić naprawdę angażujący film. Science fiction zawsze wychodziło mu co najmniej przyzwoicie, więc może powrót do gatunku wyjdzie mu na dobre (dobra, przyznam się, mam słabość do Minority Report).

Na koniec jeszcze chwilę o muzyce. Nie wiem jak jest z innymi wydaniami książki, ale to które czytałam (brytyjskie, wyd. Arrow Books), na okładce ma fragment recenzji USA Today: "Enchanting. Willy Wonka meets The Matrix." Tym bardziej więc, ucieszyło mnie to, jak bardzo fajnie wykorzystano w trailerze kilka nutek z Pure Imagination z filmu Willy Wonka & the Chocolate Factory. Ponadto nie sposób nie wspomnieć także o pojawiającej się w trailerze piosence Tom Sawyer zespołu Rush. Ci, którzy Ready Player One czytali, wiedzą, że Rush odgrywa w książce dosyć znaczącą rolę.

Cóż, mam nadzieję, że Ready Player One będzie świetnym filmem rozrywkowym, który ujmie mnie stroną wizualną i miłością do popkultury oraz któremu tak jak książce, jednocześnie uda się przy tym coś powiedzieć. Pozostaje tylko cierpliwie czekać; na sam film i wcześniej, na kolejny trailer, gdzie pokażą troszkę więcej. Trzymam kciuki i pozostaję dobrej myśli.




----------------------------------------------
* Wade na początku mieszka w Oklahoma City, dopiero później jedzie do Columbus w stanie Ohio.
** Co ciekawe, jeżeli dobrze się przyjrzeć, to w tej sekwencji (gdzieś w 1:15 podlinkowanego trailera) widać po prawej stronie napis "WIN THE COPPER KEY". Przypominam, że w książce, aby wygrać ten klucz, należało pokonać Acereraka w grze Joust.
*** Nie wiem, czy już to potwierdzono czy nie, ale widziałam podejrzenia, że zastąpi on Ultramana.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

The One with... The Guest (Gość, 2014)

Zgodnie z obietnicą, dzisiaj chciałabym się bliżej przyjrzeć filmowi The Guest. Wcześniej, pisałam o nim tak:


Wszystko to podtrzymuję.
Na ekranach polskich kin, reżyser Adam Wingard gościł (pun intended) już wcześniej ze swoim horrorem You're Next. Jego twórczość nazwałabym dziwną, postmodernistyczną, stanowiącą hołd dla m.in. kina lat 80., odwołującą się do znanych nam już tropów i postaci. I to nie tylko w warstwie scenariuszowej, ale również muzycznej, czego The Guest jest najlepszym przykładem. W filmie rozbrzmiewają synthpopowe kawałki, zespoły takie jak Clan of Xymox, S U R V I V E czy nawet Sisters of Mercy. I co najważniejsze muzyka ta odgrywa pewną rolę w filmie i jest jego integralną częścią. 

In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti, czyli Święci z Bostonu (The Boondock Saints)

W przypadku kultowych filmów, często potwierdza się prawdziwość pojawiającego się na blogu cytatu z Twaina: "Truth is stranger than fiction".  The Boondock Saints, czy też bardziej swojsko brzmiący Święci z Bostonu, to kolejny taki przypadek. Porzućmy jednak chwilowo tragiczną rzeczywistość i zakulisowe przepychanki, a przenieśmy się do zgniłego Bostonu, który z rąk mafii i innych złoczyńców, są w stanie wyrwać tylko głęboko religijni, przystojni, irlandzcy bracia.
*chyba spoilerowo*

10. FF Pięć smaków: Sadako vs. Kayako (2016)

Sadako vs. Kayako. Odkąd tylko zobaczyłam ten tytuł przy okazji festiwalu filmowego w Toronto, wiedziałam już, że koniecznie muszę to zobaczyć. Udało mi się dzięki Pięciu Smakom. Czy film oferuje jednak coś więcej, niż tylko chwytliwy tytuł?